Kitesurfing to sport technicznie podobny do windsurfingu, jednak różni się znacząco w sposobie prowadzenia deski - prowadzi się ją tak jak podczas jazdy na fali, na krawędzi (podobnie do snowboardu), w windsurfingu natomiast deska prowadzona jest płasko.

Kitesurfing z roku na rok zyskuje coraz większe rzesze swoich entuzjastów. Deska napędzana latawcem stała się nowym, ekscytującym sportem ekstremalnym. Sportem bardzo widowiskowym - kolorowe latawce ścigające się na wietrze i blask rozpryskującej się wody - to spektakl wart obejrzenia. Niesamowitego uczucia lekkości jakie daje kajt nie da się porównać z żadnym innym sportem. Jest to lekkość, przy okazji której można wykonywać niezliczoną, w porównaniu do innych dyscyplin, liczbę tricków i skoków.

O ile w przypadku windsurfingu samodzielna nauka, choć jak wiadomo nie najskuteczniejsza, jest często stosowana to jednak w przypadku kitesurfingu ta droga zdobywania umiejętności jest bardzo niebezpieczna i odradzana przez wszystkich. Pod okiem instruktora postępy robi się z godziny na godzinę. Kiedy próbuje się stanąć na desce, od razu wchodzi się w uchwyty i od razu wpina się w trapez, jeden ruch kajtem i płyniemy. Zwrotów w ślizgu można nauczyć się w kilka dni, a proste skoki 2-3 metry nad wodą z jednym do dwóch obrotów to kwestia tygodnia. Szalenie istotne jest to, że do skakania na kajcie nie potrzeba dużej siły wiatru i przede wszystkim nie potrzeba fal. Już przy wietrze o sile 7-9 węzłów (3 BF) jesteśmy w stanie świetnie się bawić ślizgając i wykonując ekstremalnie wysokie skoki.

Morze Bałtyckie stoi otworem dla szukających wrażeń na kajcie między falami. Znawcy tej dyscypliny twierdzą, iż uprawianie kitesurfingu jest dużo łatwiejsze niż windsurfingu. Podczas pływania z latawcem nie ma mowy o złamanym maszcie, czy podartym przez fale żaglu. Kiedy jesteśmy w przyboju i idzie na nas fala, to wystarczy, że nabierzemy do ust dużo powietrza i przeczekamy aż piana przeleje się nam po plecach. Dodatkowo kajt unosi nas, więc działa jak kamizelka asekuracyjna, a kiedy w ogóle nie chcemy przepływać przez fale wystarczy, że odbijemy się tuż przed falą i wtedy lądujemy za przybojem. Ciekawostką jest również fakt, że takie pływanie bardziej rozgrzewa. Ciągłe ruszanie kajtem wymaga od nas wzmożonej pracy rąk co powoduje, że nie ma takiego momentu jak w windsurfingu, kiedy kładziemy ręce na bomie, a chcąc zrobić zwrot już nie możemy ich zdjąć.

Morze Bałtyckie - dla zaawansowanych, a dla początkujących - Zatoka Pucka. Po pierwsze warunki wiatrowe są tu idealne, codziennie 2-3 BF, w porywach do 4 to właśnie to, czego potrzebują adepci. Warto pamiętać, że pierwsze dwie godziny szkolenia to puszczanie latawca na brzegu, bez pianki, do czego wystarczy minimalny powiew wiatru. Następna zaleta Zatoki to szalenie płytki akwen z mieliznami, nad którymi na kajcie można latać. Podczas pierwszych zwrotów i skoków, gdy latawiec wpada do wody nie ma problemu z chwilowym zatrzymaniem się i odetchnięciem. Wszędzie jest grunt, dzięki czemu również czujemy się bezpiecznie i w momencie kiedy siądzie wiatr, albo jeśli będziemy mieli jakiś problem ze sprzętem, zawsze możemy wrócić do brzegu pieszo.