Pomorskie.travel
Pomorskie nekropolie są pełne tajemnic
Pomorskie nekropolie są pełne tajemnic

Pomorskie nekropolie są pełne tajemnic

Cmentarze to miejsca wyjątkowe. Skłaniają do zadumy i refleksji nad przemijaniem. Zatrzymane tam historie wiążą się czasem z tym, co powoli znika z naszego życia – zróżnicowaniem kulturowym Pomorza.  

Prawdziwym pomnikiem tych, którzy kiedyś stanowili część naszej społeczności, jest sopocki cmentarz żydowski. Mieści się on na ul. Malczewskiego. Najstarszy, zachowany do dziś, nagrobek ma wyrytą datę 1920 r. Na początku XX w. gmina żydowska w Sopocie była na tyle liczna, iż mogła się usamodzielnić i pozwolić sobie na budowę synagogi oraz cmentarza. Pogromy Żydów w czasie wojny, nie oszczędziły oczywiście także i tej wspólnoty.

Garstka tych, którzy przeżyli opiekowała się tą szczególną nekropolią do lat 60-tych. Potem cmentarz popadł w zapomnienie. Dopiero w latach 80-tych przeprowadzono na nim prace konserwatorskie i dziś stanowi on jedno z tych miejsc, które przypomina o wielokulturowości Pomorza.

Spośród gdyńskich cmentarzy wyróżnia się oksywski, uznawany niegdyś za najpiękniej położony w Polsce, gdyż posiadał wspaniały widok na morze, dziś niestety zasłonięty przez drzewa. Perełką architektoniczną i historyczną jest tu gotycki kościół św. Michał Archanioła. Jest to najstarsza świątynia w Gdyni i jedna z najstarszych parafii w regionie. Na cmentarzu spoczywają m.in. pomorski działacz Bernard Chrzanowki oraz pisarz ludowy i kaszubski aktywista, zwany „Królem Kaszubów” Antoni Abraham.

Mówiąc o gdańskich nekropoliach nie sposób nie wspomnieć o Srebrzysku we Wrzeszczu, które po II wojnie światowej było głównym cmentarzem w Gdańsku. Założony został jeszcze w latach 20 – tych XX stulecia. Szczególną uwagę zwraca jego malownicze położenie na wzgórzach Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Spoczywają tu wybitne postaci związane z miastem i regionem: słynny działacz kaszubski i pisarz Lech Bądkowski, pomorska pisarka i dziennikarka Izabella Trojanowska, lekarz Zdzisław Kieturakis, działacz opozycji Dariusz Kobzdej, polityk Arkadiusz Rybicki, przodownik pracy w epoce PRL Stanisław Sołdek czy działaczka Solidarności Anna Walentynowicz.

Gdańsk też w sposób wyjątkowy postanowił uczcić pamięć osób, pochowanych na cmentarzach, których już nie ma. Cmentarz Nieistniejących Cmentarzy powstał w roku 2002 w parku w podnóża Góry Gradowej, obok kościoła p.w. Bożego Ciała.

Nieopodal znajduje się również gdański Cmentarz Garnizonowy, który obejmuje tereny trzech istniejących tu dawniej cmentarzy: położonego w górnej części historycznego Cmentarza Garnizonowego, założonego w latach 90. XIX wieku od strony obecnej ul. Dąbrowskiego nowego cmentarza szpitalnego, przy ewangelickim kościele p.w. Bożego Ciała (obecnie Parafia Polskokatolicka) oraz niewielkiego fragmentu powstałego na początku XX wieku Cmentarza Związku Wolnoreligijnego. Na cmentarzu zachowała się zabytkowa neogotycka drewniana kaplica przedpogrzebowa 1896 roku, poddana renowacji w latach 90. ubiegłego wieku i zbudowany w podobnym stylu dom grabarza. 

Innym ciekawym miejscem jest cmentarz mennonicki położony w kaszubskiej wsi Stogi. Kim byli Mennonici i jak ważna był ich działalność nie każdy dziś pamięta. Przybyli do nas z Holandii, jako piewcy jednego z nurtów anabaptyzmu. Wiara ta, to odłam Chrześcijaństwa. Mennonici uważają, że chrzest można przyjąć dopiero po ukończeniu 14. roku życia. Innymi cechami charakterystycznymi to np. zakaz noszenia i posiadania broni, zakaz przysięgania na cokolwiek czy zakaz sprawowania wysokich urzędów.

Na Pomorzu osiedlili się na terenie Żuław. Byli bardzo pracowici. Budowali wały przeciwpowodziowe, wykopali rowy i zmeliorowali ziemię, przygotowując ją do nowoczesnej uprawy. To właśnie oni przystosowali bagienne tereny Żuław w rolniczy teren. Ostatni Mennonici opuścili Pomorze w roku 1945, w związku ze zbliżającą się Armią Czerwoną. To dzięki ich pracy Żuławy dziś nazywamy Małą Holandią. Pozostawili po sobie przede wszystkim bardzo zadbane wioski a także bardzo ciekawe i tajemnicze cmentarze, między innymi w kaszubskich Stogach.

Kto mógłby się spodziewać, że na Pomorzu odnaleźć można groby żołnierzy armii austriacko-węgierskiej? W przedziwnej historii naszego regionu jest także i taki moment, którego wspomnienie odnaleźć można na małym cmentarzu w Tczewie. Pochowani są tu jeńcy pruskiego obozu w Suchostrzygach. Są to Czesi, Polacy, Węgrzy, Włosi, Austriacy i Ukraińcy. Żołnierze trafili do obozu podczas wojny prusko-austriackiej i zmarli na skutek epidemii cholery, która trwała od lipca do września 1866 roku. 

O cmentarzu nikt dziś by nie pamiętał, gdyby nie Franz Windrich. On także był więźniem tego obozu. Przeżył jednak i kiedy wrócił do Austrii, postanowił zebrać fundusze na zachowanie pochówków. Losy cmentarza stawały jeszcze kilkakrotnie pod znakiem zapytania. Po II wojnie wydawało się, że nikt już o C.K. żołnierzach nie pamięta. Jednak w roku 1994 doczekał się rewitalizacji. Centrum założenia stanowi obelisk, ozdobiony jest inskrypcją wykutą w kamieniu. To  łacińska dewiza cesarza Franciszka Józefa – „Viribus Unitis!” („Wspólnymi siłami!”) i brązowa plakieta dwugłowego orła, godło monarchii habsburskiej.

Warto odwiedzić te miejsca w listopadowe święto czy podczas jesiennych spacerów. Przypominają o niezwykle ciekawej i zróżnicowanej historii Pomorza. Przypominają przede wszystkim o ludziach, którzy żyli i umierali na tej ziemi.    

Podziel się na: